Filtrujemy filtry UV, czyli igła w stogu siana…

W te mega upały pewnie na słońce mało kto i tak wychodzi, ale jeśli już to (tu sprzedam Wam ciociną poradę;) koniecznie pamiętajcie o filtrze:D I to w przepisowej ilości, czyli 1,2ml na samą twarz (czyli jeśli filtr ma 30ml, to nie powinien przetrwać nawet miesiąca)… to sporo, ale tylko taka ilość gwarantuje osiągnięcie deklarowanej przez producenta ochrony…

Jako totalna maniaczka filtrów przeciwsłonecznych, po prostu je pożeram. Wypróbowałam ich naprawdę wiele zanim trafiłam na te w ogóle zdatne do użytku. Wbrew pozorom to nie łatwe i przy braku motywacji naprawdę szybko można skończyć ‚przygodę’ z filtrami. To kosmetyki niewdzięczne, zazwyczaj w zasadzie pozbawione elementu przyjemności stosowania.

Bez zbędnego budowania napięcia, napiszę o tym, który uważam za najlepszy ever, a potem podzielę się wrażeniami z użytkowania kilku innych, którym nie mam ochoty poświęcać całych postów.

Mój ideał, wspominałam już o nim wielokrotnie i nadal nie mogę wyjść z podziwu:

DUCRAY Melascreen spf 50+

DUCRAY Melascreen spf 50+

Nie bieli i mogę nałożyć go w odpowiedniej, zapewniającej ochronę ilości, wklepać i po chwili nałożyć makijaż, a twarz się nie błyszczy, zachowuje się po prostu prawie jak zwykły krem- niezwykła sprawa:) Do tego ma świetny zestaw filtrów gwarantujących dobrą ochronę, nie ma za to parsolu, parabenów, ani substancji zapachowych:) Naprawdę mi lepiej od kiedy go znalazłam, bo popadałam już w rozpacz wcierając kolejne męczące kremiszcza…

 

A teraz będzie długi wywód o wypróbowanych filtrach z którymi się nie pokochałam. Generalnie jestem zwolenniczką filtrów aptecznych. Zazwyczaj mamy tam skuteczne kombinacje filtrów chemicznych i fizycznych, a i konsument jest bardziej świadomy i sprawdza składy, więc firmy nie kpią z niego tak bardzo.Zazwyczaj jednak te kosmetyki są największym wyzwaniem jeśli chodzi o aplikacje, więc wiele razy uległam pomysłowi by wypróbować jakiś bardziej fikuśny filtr, który lepiej nadawał by się od makijaż… jak do tej pory z marnym skutkiem.

Clinique Super City Block

Clinique, Super City Block 40SPF

Clinique, Super City Block 40SPF. Wydawało mi się, że w końcu będę mieć krem idealny pod makijaż… Nie tym razem, sorry, ale dla mnie straszny bubel…robi mi totalne ciasto na twarzy- jest jakąś sylikonową mazią i ma jakąś taką gumowatą konsystencję. Nie wykluczam, że komuś może się podobać- bo ma odrobinę koloru i to fajnego, jasnego wiec za to plus duży, ale koszmarnie nabłyszcza, dodatkowo nie rozprowadza się i nie wchłania wcale, po prostu robi smugi na twarzy i tak zasycha (no chyba, że nałożymy o wiele za mało-  ale w wtedy w ogóle bez sensu używać)- zachowuje się trochę jak fitr mineralny lub może nawet bardziej jak podkład (tyle, że mega tłusty)… I teraz najgorsze- każda próba użycia wywołuje u mnie wysyp nieprzyjacół… jak chyba zresztą wszystko czego spróbowałam z Clinique, a mimo wszystko mam jakiś niezdrowy pociąg do tej firmy;)

Shiseido, Urban Environment UV Protection Cream SPF 50

Shiseido, Urban Environment UV Protection Cream SPF 50

Shiseido, Urban Environment UV Protection Cream SPF 50+ (wybaczcie jakość zdjęć, ale okazało się w całym domu nie ma nawet kawałka kabla USB…). W tym kremie pokładałam duże nadzieje, a okazał się kompletną kalpą. Opis jest szałowy oczywiście i dodatkowo zawiera fajne antyoksydanty np. tarczycę bajkalską. Ale to tylko dobre złego początki… Zostawiał twarz niemożliwie błyszczącą i tłustą, tworząc na niej wartwę po której ślizgła się makijaż i która strasznie obciąża i drażni skórę. Jakby tego było mało wypalał mi oczy… nie żartuję- nieważne jak daleko od nich posmarowałam jakoś dziwnie migrował, nawet jego opary były drażniące. Zapach też odpychająco chemiczny.

Clarins

Clarins, Crème Solaire Anti-Rides Visage UVA/UVB 50

Clarins, Crème Solaire Anti-Rides Visage UVA/UVB 50. Kolejny straszny tłuścioch o chemicznym zapaszku i niestety mocno podrażniający. Jego tłustość była naprawdę wyjątkowa- krem został spożytkowany na wsi, bo makijażu absolutnie nie umiałam na niego nałożyć. Dla mnie totalna klapa, ale może do bradzo suchych i dojrzałych cer by się sprawdził, tylko nie wiem jak z tą jego drażniącą właściwością- może to tylko ja;)

Lierac, Solaire SPF 50+

Lierac, Solaire SPF 50+

Lierac, Solaire SPF 50. Nie jest ekstra, ale nie był też zły- gęsty i kremowy, dość tłusty ale bez przegięcia i niebielący, dość dobrze się wchłania, ale zostawia jednak taką paskudną tłustawą warstewkę. Gdyby nie DUCRAY to może, gdybym spotkała go w jakiejś promocji kupiła bym jeszcze raz. Teraz ma już nowe opakowanie, nie wiem czy przy okazji nie zmienili czegoś w składzie!

Isis Pharma, Uveblock SPF 50+ Invisible Fluid Ultra UVA

Isis Pharma, Uveblock SPF 50+ Invisible Fluid Ultra UVA

Isis Pharma, Uveblock SPF 50+ Invisible Fluid Ultra UVA. Kolejny taki sobie krem. W uzyciu nie ma tragedi, rozsmarowuje się i wchłania całkiem przyzwoicie. Kupiłam podjarana obietnicą wysokiej ochrony UVA… a potem  przeczytałam wątek na forum Labaoratorium Urody, gdzie został totalnie zjechany, za nieskuteczność filtrów właśnie… sorry, ale to jego podstawowe zadanie, więc spory zawód.

LRP, Anthelios XL spf 50+

LRP, Anthelios XL spf 50+

LRP, Anthelios XL spf 50+. Wizaż i blogi, aż kipią od zachwytów nad tym filtrem. Powiem krótko: nie podzielam ich. Czemu? Całe mnóstwo alkoholu, który czuć i który podrażniał mi skórę i oczy. Jest całkowicie wodnisty co utrudnia nałożenie odpowiedniej ilości, dodatkowo kiedy zasycha (tak, bo on zasycha, a nie wchłania się) tworzy jakąś dziwaczną białą, niezdrową, ściągającą maskę. Po za tym wysusza skórę. Pamiętam, że skusiło mnie wysokie PA i to wyrażone w cyfrach, jakieś 38-43(?)- nie pamiętam dokładnie, na tubce nie ma info, a wyrzuciłam pudełko. Tak czy inaczej przy standardzie, że PA ma być min. w wysokości 1/3 spf, to LRP oferuje nam dużo, ale niestety w wersji trudnej w obsłudze.

Uriage, Bariesun, Creme SPF 50+ Peaux Sensibles

Uriage, Bariesun, Creme SPF 50+ Peaux Sensibles

Uriage, Bariesun, Creme SPF 50+ Peaux Sensibles. Naprawdę lubię markę Uriage, ale ten filtr to dla mnie rozczarowanie. Jest mocno mineralny więc po prostu siedzi na skórze tłustą białą warstwą, na którą nie da się nałożyć makijazu, bo momentalnie się waży… Może ochrona dobra, ale raczej do użytku na plaży albo w jakieś pustelni…

VICHY,

VICHY, Capital Soleil, Creme Visage SPF 50+

Vichy, Capital Soleil, Creme Visage SPF 50+ (wersja z kolorem- nie pytajcie mnie, nie wiem co mnie podkusiło…). Wyjątkowy dziwak. W ogóle pomysł z barwionym filterm jest niezbyt trafiony, bo przeceirz chcemy go nałożyć w odpowiedniej ilości, a tak nałożony robi nam mazistą maskę na buzi. Filtry ma dobrej jakości, min. Mexoryl XL, ale fajnie by było jakby jeszcze się nadawał do użytku… dla mnie się nie nadaje niestety.

zdj?cie-33

Avene, Cleanance High Protection 30 SPF. Jakiś czas temu sięgnęłam po ten filtr z nadzieją na coś nietłustego. Pamiętam moje wcześniejsze przygody z filtrami Avene- niestety szału nie było, ale zazwyczaj są chwalone więc myślałam, że może tylko mi się wydawało, że mi nie leży, albo że coś zmieniono w składzie i już jest super… Dodatkowo myślałam, że przez to że to tylko spf 30 więc też powinno być lepiej- właściwie nie jest źle jeśli chodzi o ‚wchłanianie’ czy też stapianie ze skórą, nie jest to mistrzostwo ale ujdzie jeśli mamy dużo czasu;) i robi całkiem fajny wizualnie efekt lekkiego błysku-blasku, ale nie takiego tłustego, tylko raczej zdrowego. Ja miałam z nim inny problem- otóż mam wrażenie, że powodował u mnie wysypy nieprzyjaciół… Ale wracając do plusów: filtry ma dobre, min.Tinosorb M+S oraz mineralne MPI, więc może warto wypróbować!

zdj?cie-35

 

Lancaster, Sun Beauty spf 30. Skusiła mnie technologia chroniąca przed podczerwienią, która przyczynia się do wiotczenia skóry. Flitr jest kremowy, całkiem miły w użyciu, wchłania się dobrze i stapia ze skórą, świetnie nadaje się pod makijaż. Dla mnie minusem jest zawarty w nim aktywator opalania- jestem blada i taka chcę pozostać;) Jeśli ktoś chce się opalić, to ten krem na pewno jest wart wypróbowania!

Na tym kończymy ten przegląd… to mniej więcej ostatni rok moich filtrowych poszukiwań… Nie będę pisała o filtrach z bardziej zamierzchłych czasów, bo nie chcę być niesprawiedliwa- teraz pamiętam z nich tylko ogólne wrażenie (niestety najczęściej niezadowolenia), a składy się przecież zmieniają, zmieniają się też potrzeby skóry… Będę za to zdawała relacje na bieżąco z moich nowych filtrowych przygód, bo mimo, że naprawdę lubię DUCRAY, to mały skok w bok od czasu do czasu to nie grzech;)

Reklamy

2 responses to “Filtrujemy filtry UV, czyli igła w stogu siana…

    • Filtrowe poszukiwania to naprawdę żmudna sprawa. Na Lncastera Zaczaj się w TK Max’ie ;D Mój jest stamtąd właśnie, był w zestawie z serum- i ze względu na to serum kupiłam 3 🙂 jeden mi się ostał jeszcze, ale na zimę czeka, bo ten przyspieszacz opalania mi się nie podoba wcale. Kiedyś miałam ten biały 50 Sun age control i on był super pod makijaż, ten zresztą też naprawdę dobrze współpracuje 🙂 A próbowałaś tego DUCRAY?- dla mnie najleszy.

a Ty, jak myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s