Polskie upały, a Japończyk niezmordowanie gotuje…

W zasadzie ucieszyłam się kiedy, kilka dobrych lat temu, w kuchni zalągł mi się Japończyk… Dosłownie, bo to jego ulubione miejsce. Naprawdę doceniam, ze mój facet gotuje i to nie byle jak, bo nie dość, że dobrze, to praktycznie zawsze… I nie jest to przejściowa moda, jak podejrzewałam na początku  (tak, zwracam honor:), o nie- on robi to niezmordowanie od lat:) I choć nie raz bezczelnie kpi, że bez niego umarłabym z głodu, uwielbiam go ^_^

U Was też taki upał? Zazdroszczę tym z Was, które mają szczęście być gdzie indziej- w jakichś łaskawszych klimatycznie lokalizacjach. Za to w Japonii pora deszczowa… podobno, nie wiem jak to wygląda, bo nie dane mi było jeszcze takiej pory w Japonii oglądać. Po niej przyjdzie prawdziwe Japońskie lato, tak gorące wilgotne i parne, że trampki Wam spleśnieją… nie, nie żartuję.

No więc smażymy się w Polsce i przeklinamy wybór mieszkania na poddaszu… Kropeczki leniwie fikają nóżkami niespecjalnie przejmując się lejącym się z nieba żarem, za to miałam wrażenie, że dziś kąpały się jeszcze chętniej niż zwykle:D

Z okazji pierwszej w tym roku kulminacji upałów zjedliśmy moje ulubione japońskie danie na upał. Prosty i zminy sos-zupę Tsuyu z zminymi kluskami somen… Zimny to słowo klucz;D

Tsuyu z kluskami;D

Tsuyu z kluskami… Oishii;D

Było pysznie! Czym się ratujecie w upał? Mi się jeszcze marzy kieliszek wina…jakieś prosecco czy inne bąbelki…

Advertisements

6 responses to “Polskie upały, a Japończyk niezmordowanie gotuje…

  1. U mnie w upały rządzi domowa lemoniada i ogromne ilości arbuza oraz barszczyk czerwony podawany na zimno. Zazdroszczę Japończyka w kuchni :))) Może zapodasz kiedyś jakieś fajne przepisy?
    A co do poddasza, marzyłam całe lata o pokoju/sypialni. I teraz mam…. i przeklinam… aczkolwiek nie jest jeszcze tak źle, tylko w UK spodziewałam się innej aury 😉 Aczkolwiek nie mogę narzekać, bo gorące lato jest tutaj naprawdę przyjemne i ze zgrozą przypominam sobie jak topiłam się w Polsce. Nie lubię takich temperatur, no i moja cera wtedy wygląda strasznie… 😉

    • My się na upał nie przygotowaliśmy i arbuza nie było- fatalne niedopatrzenie, ktoś za to beknie;D Na szczęście dziś jest już lepiej. Nad przepisami pomyślę, bo H. gotuje naprawdę cudownie- ale to by było takie z drugiej ręki- od podglądacza-zjadacza:)

  2. Mieszkanie na poddaszu, niestety coś o tym wiem 😉 Szkoda, że moja druga połówka nie pcha się do kuchni… Ani latem ani w ogóle… 🙂 Dobrze, że chociaż wyposażył mnie w duży wiatrak, żebym nie padła podczas gotowania. Swoją drogą, jak pomyślę, że nie długo znów nie to czeka…. 🙂 Kocham ciepło, ale nie w kuchni 😉

  3. Japońska kuchnia, oczywiście ta tradycyjna a nie nie dzisiejsze chemiczne wynalazki Japonii do jedzenia, była od zawsze uważana za najzdrowszą na świecie i ja się całkowicie z tym poglądem zgadzam. Co do upałów to ja staram się ratować jak najbardziej naturalnymi sposobami, czyli też prawdziwą lemoniadą.

    • Japońska kuchnia w wykonaniu mojego męża to ta zdrowa wersja:) W ostatnie upały my też popijaliśmy naturalną lemoniadkę- soczek wyciskany własnoręcznie z cytryn przywiezionych z eko uprawy od znajomych włochów, woda gazowana i cukier trzcinowy (eko-wiadomka;), raz skusiłam się nawet na wersję z ksylitolem 😉

a Ty, jak myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s