Oko w oko, czyli o SK-II Signs Eye Mask

Dziś będzie o oczach, kurzych łapkach, workach i cieniach i innych ócz mych postrachach i o tym jak SK-II ma mi pomóc w walce z tymi biesami;) Od zawsze moją największą bolączkę związaną ze starzeniem jest opadanie (migracja) twarzy- to chyba kwestia rysów twarzy, bo nigdy nie wyglądałam ‚na swój wiek’- nawet w podstawówce mogłam kupić papierosy czy piwko i nikt nie pytał o dowód… no cóż, już dawno przestało mnie to cieszyć ;D

Ciągle, na szczęście, nie mam jednak problemów ze zmarszczkami- w zasadzie nie mam ich wcale, oprócz lwiej zmarszczki (którą mam ‚od zawsze’, ale na szczęście nie jest jeszcze utrwalona)- ale to znowu kwestia mimiki. Lwią próbuję rozmasowywać i walczyć z przyzwyczajeniem marszczenia brwi, bo botox mi się jakoś nie uśmiecha, a z drugiej strony jak widzę kogoś w taką głęboko zaznaczoną bruzdą w tym miejscu to mam nieodparte wrażenie, że… to boli. Tak więc nie wykluczam żadnych metod, ale ciężkie działa zostawiam na potem:)

SK-II Signs Eye Mask

SK-II Signs Eye Mask

No więc SK-II Signs Eye Mask to mój najświeższy nabytek. Co to? – To japońska maseczka w bawełnianych płatkach nasączonych esencją, o nieco wygórowanej cenie… Skusiłam się na nią w promocji, bo stwierdziłam, że warto dbać o to co jeszcze ma szanse dobrze wyglądać;]

 

W pudełku jest 14 szt., tak więc trochę można się pobawić:) Płatki są spore i właściwie oprócz strefy pod okiem pielęgnują przy okazji znaczną część policzka- mnie to ucieszyło, bo właśnie tzw.’dolina łez’ zaznacza mi się niepokojąco…;)

SK-II maseczka pod oczy w płatkach

SK-II maseczka pod oczy w płatkach

No i jakie wrażenia? W użyciu przyjemne… jak zresztą każda maseczka w płatkach:) Milo chłodzi i relaksuje. Płatki są dość mocno nasączone taką lekko żelową esencją. Zużyłam już ponad połowę opakowania… i poza ceną wszystko mi się podoba:) Zaraz po użyciu skóra jest wygładzona. zrelaksowana i bardziej napięta- tak jakby jędrniejsza, bardziej wypełniona- myślę, że to efekt solidnego działania nawilżającego. Mam nadzieję, że ten efekt będzie długofalowy:)

A co w składzie:

– sławna Pitera (Galactomyces Ferment Filtrate)– tajemnicze źródło wszelkiego dobra;)

– niacinamid (amid kwasu nikotynowego, wit. B3), który świetnie rozpuszcza się w wodzie i przenika przez warstwę rogową naskórka więc zdecydowanie ma prawo działać- a znakomicie stymuluje on syntezę kolagenu, zmniejsza utratę wody, jest potentnym przeciwutleniaczem, rozjaśnia przebarwienia oraz zapobiega ich powstawaniu. Niacinamid może czasem podrażniać- więc na jego karb zrzucam podrażnienia, o których czytałam w kilku blogowych recenzjach tej maski- mi na szęście służy, ale to może dla tego, że lubię ten składnik i moja skóra dobrze go zna.

– trójglicerydy i lecytyna będące składnikami warstwy lipidowej skóry oraz budujące błony komórkowe, a przy okazji jest naturalnym emulgatorem.

– ekstrakt ze złotego rumianku (Chrysanthellum indicum), który usprawnia cyrkulacje krwi więc świetnie niweluje obrzęki i cienie (jest też skuteczny w trądziku różowatym!)

Ta maseczka to z pewnością nie jest ‚must have’  ani jakiś niezbędny element pielęgnacji, to takie ewidentne rozpieszczanie się- no ale cóż, kiedy człowiek nagle zaczyna sypiać w maksymalnie trzech, góra dwu godzinnych seriach a wory pod oczami robią się coraz większe, takiego rozpieszczania właśnie potrzebuje… a co tam, matka bliźniaków też kobieta;D

Advertisements

a Ty, jak myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s