SK-II Face Treatment Milk… magia z Japonii?

TAK!!! I jeszcze raz tak:) Przynajmniej póki co… i mam nadzieje, że to się nie zmieni, bo jeszcze nie miałam kosmetyku, który działa tak efektywnie! I efektownie za razem;D

Azjatki szaleją za SK-II... nie dziwię się im:)

Azjatki szaleją za SK-II… nie dziwię się im ^_^                       (foto.: materiały promocyjne SK-II)

Używając go postanowiłam się ograniczyć z innymi specyfikami do niezbędnego minimum (co też grzecznie uczyniłam), tak żeby wiedzieć czego efekty tak naprawdę obserwuję. Tak więc zostało prosto- ale w japońskim duchu- więc wieloetapowe oczyszczanie (emulsja micelarna, oleje, płyn micelarny, tonik, i z nowości srebro koloidalne:), tylko SK-II i filtr UV na dzień, a wieczorem sheet mask i tyle. Teraz znowu włączyłam Radiant Infusion La Mer w ramach serum pod SK-II Face Treatment Milk.

We wcześniejszym poście wspominałam, że producent obiecuje zmianę już po 14dniach, co wydawało mi się cokolwiek śmieszne… no właśnie, dokładnie tak jak mówię- tak mi się tylko wydawało;) Generalnie piszę tę opinię w połowie butelki, czyli po ponad miesiącu używania… Ale, pierwsze efekty, czyli rozświetlenie i ukojenie (to wbrew niewinnemu brzmieniu jest bardzo dużo dla mojej wrażliwej, naczynkowej cery z trądzikiem różowatym) połączone z idealnym nawodnieniem i wyraźnym ujędrnieniem (takim ‚plumpem’:) z zobaczyłam już po tygodniu…

SK-II w akcji:) po 28 dniach zużyłam pół butelki 75ml

SK-II w akcji:) po 28 dniach zużyłam pół butelki 75ml

Dodatkowo wszelkie ślady po niedoskonałościach (kolokwialnie zwanych pryszczami:) znikają momentalnie i bez śladu.

Uwaga ‚mała’ dygresja:) Miałam niedawno taki incydent wysypowy wymagający interwencji siły wyższej… lub dla szybszego efektu- sił nieczystych ;] – już popadłam w przerażenie, że najwyraźniej II trymestr z ładna cerą to były tylko miłe złego początki. Co najgorsze o taki zgubny efekt dla mojej skóry podejrzewam kosmetyk, którego wcześniej używałam w czasie mojego największego w życiu wysypu Igo trymestru… teraz się zastanawiam czy to nie on, a nie jak myślałam hormony, był jego przyczyną- a chodzi tu o kosmetyk ampułkowy, sterylny i mega biozgodny- ponadto powszechnie znany i lubiany… (na razie nie będę pisać co to konkretnie, bo nie mam pewności- a ma on tak bezpieczny, naturalny i biozgodny skład, ze to co najmniej dziwne…). W każdyn razie uznałam, że bedzie on świetnym serum pod SK-II… i wiele nie myśląc zakupiłam kolejne pudełko… co za błąd… Odstawiłam po użyciu 4 ampułek i pryszcze zniknęły jak ręką odjął… teraz pod Sk-II leci wiec wyżej wspomniany Radiant Infusion La Mer.

Wracając do SK-II Facial Treatment Milk, to kosmetyk który koi i goi, a dodatkowo naprawdę odnienia skórę- moja jest promienna jak nigdy dotąd i jestem nią zachwycona, choć oczywiście daleko jej do idealnych cer ambasadorek marki… jak np. pięknej Tang Wei:

Dość powiedzieć, że efekt spodobał mi się tak bardzo, że nie mogłam się oprzeć… i tym razem SK-II Facial Treatment Essence już jest w drodze… 

Advertisements

2 responses to “SK-II Face Treatment Milk… magia z Japonii?

a Ty, jak myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s