skóra w ciąży- prewencja blizn trądzikowych

Atak trądziku w ciąży to ostatnie czego oczekujemy… jeśli jednak się zdarzy, nie trzeba panikować i rezygnować z pięknej, zdrowej skóry już na zawsze.

Ja doświadczam trądziku, który zdecydowanie może wywołać blizny: utrzymujące się tygodniami cysty i głębokie guzy nie wróżą nic dobrego. Dodatkowo w ciąży dochodzi sprawa osłabionych za sprawą kortyzolu fibroblastów, które nie mogą sprawnie produkować kolagenu i elastyny (ten sam proces przyczynia się do powstawania rozstępów).

W ciaży z mojego podstawowego cotygodniowego oczyszczania, jakim był peeling kawitacyjny (w końcu nawet nabyłam maszynkę by robić go w domu- to mega oszczędnośc czasu i pieniędzy:), przerzuciłam się na regularne oczyszczanie skóry oxybrazją. Wsród zabiegów oczyszczających tylko mikrodemabrazja i ozybrazja są zabiegami bezpiecznymi w ciąży. Zaprzyjaźniony dermatolog jeszcze na początku ciaży optymistycznie polecał mi mikrodermabrazję. Moja rosacea była wtedy w ładnej remisji i pierwszy raz w życiu cieszyłam się komplementami, że mam skórę niczym z photoshopa, ech… nie potrwało to zbyt długo- już w pierwszych tygodniach ciąży stało się jasne, że nie będzie różowo i jedyne co mi zostało to oxybrazja. Niestety moje pryszcze wyglądały mocno zapalnie i w związku z tym skóra absolutnie nie nadawała się do mechanicznego ścierania typu mikrodermabrazji ( mogło by tylko zaostrzyć stan i roznieść dziadostwo;).

Jeśli chcemy zapobiec bliznom łagodne oczyszczanie to podstawa. Nie tylko w ciąży pamiętać trzeba, żeby robić to w dobrych sprawdzonych gabinetach, tak byśmy nie żałowały, a cały zabieg odbywał się z możliwością konsultacji lekarskiej (ja zawsze wybieram te gabinety, które prowadzą lekarze dermatolodzy).

Koejnym punktem jest regularny peeling enzymatyczny w domu. Używam zamiennie Flos leku dla cery naczynkowej (kierowałam się opiniami wizażanek), Ziaji z seri Ulga, Dermiki:

peelingi enzymatyczne Flos Lek, Ziaja, Dermika

peelingi enzymatyczne Flos Lek, Ziaja, Dermika

Codzienne poranne i wieczorne oczyszczanie to Cethapil (polecany przy trądziku różowatym), potem płyn micelarny z Biodermy do skóry naczynkowej, wieczorem dodatkowo eko-olejek z ostropestu z kilkoma kroplami olejku z drzewa cherbacianego (świetnie usuwa filtry i pzostałości kosmetyków z silikonami), potem jeszcze raz micel lub żel z wodą (przed ciążą na długo ‚odstawiłam’ mycie twarzy wodą na rzecz olejów i żeli micelarnych- i zdziałało to cuda!), na koniec samorobiony tonik z BHA (glukonolaktn, mocznik, niacyamid, pantenol) lub lotion Alpure zapobiegający przebarwieniom, na koniec jeśli to wieczór maska typu sheet-mask (znowu te azjatyckie inspiracje;), a rano co kilka dni- jeśli mam czas- biała lub czerwona glinka (rozrabiam z moim samorobionym tonikiem i co jakiś czas spryskuję izotoniczną wodą termalną Uriage)

Cethapil, EM emulsja micelarna; Bioderma, sensibio AR; Tołpa, Huminea Rosacal żel micelarny; Tołpa, Dermo Face Physio żel do mycia twarzy i oczu; olejek z ostropestu i olejek z drzewa herbacianego; samorobiony tonik z BHA, na bazie Sanoflore, Organic Lavander Floral Water; Alpure, ALTI-WHITE Brume Lactée Brightening Refreshing Lotion

Cethapil, EM emulsja micelarna; Bioderma, sensibio AR; Tołpa, Huminea Rosacal żel micelarny; Tołpa, Dermo Face Physio żel do mycia twarzy i oczu; olejek z ostropestu i olejek z drzewa herbacianego; samorobiony tonik z BHA, na bazie Sanoflore, Organic Lavander Floral Water; Alpure, ALTI-WHITE Brume Lactée Brightening Refreshing Lotion

Potem kolej na łągodzenie, wzmacnianie naturalnych funkcji skóry i ochronę przed wolnymi rodnikami. Dla mnie bezbłęne są sterylne (wyrób medyczny) ampułki (?) Marticulum Biodrmy- generalnie przeznaczone są do regeneracji i ułatwienia gojenia po zabiegach laserowych i innych interwencjach medycyny estetycznej, jednak świetnie sprawdzają się w gojeniu moich popryszczowych pozostałości- ampułka ‚wytrzymuje’ otwarta 12 godzin i starcza akurat na wieczór i rano- jestem w połowie 3-ciego opakowania i to nie jest moje ostatnie słowo;) Producent twierdzi, że zawiera tylko aktywne, naturalnie występujące w skórze substancje, których mechanizm działania polega na aktywizowaniu znajdującego się w skórze czynnika wzrostu,a tym samym stymulują procesy odnowy- wspomagajać więc głęboką i naturalną regenerację jako bonus dają nam długotrwałą poprawę gęstości i jakości skóry. Jako, że Matriculum zawiera tylko czynniki naturalnie zawerte w skórze może być łącząna z pozostałą pielęgnacją w dowolny w zasadzie sposób- a o to nam przecież chodzi by uzuskać efekt synergii, a nie nakładac kolejne produkty wzajemnie znoszące swoje działanie- w tym zawsze chętnie podpatruję Azjatki z ich 20sto-kilko krokową pielęgnacją:)Po wchłonięciu nakładam nakładam La Mer The Radiant Infusion- świetnie tonizuje skórę i ujednolica koloryt a ‚morski bulionik’ (Miracle Broth) w nim zawarty doskonale regeneruje i dosłownie odnawia skórę- w końcu nie na darmo ‚mit załozycielski’ firmy głosi, że Dr. Huber wymyślił go na swoje własne blizny. To prawda, że to produkt dość drogi (ok 450zł/ 200m), ale biorąc pod uwagę pojemność, wydajność i skuteczność to świetna inwestycja.

Wieczorem po La Mer The Radiant Infusion nakładam serum Declare Balance & Sooth SOS Serum, które szybko i skutecznie koi skórę, łagodzi podrażnienia i zwiększa odporność skóry na szkodliwe wpływy środowiska zewnętrznego, na zamine z Mizon Ampoule

Mizon, Snail Recovery Gel-Cream (jeśli  chodzi o konsystencję to zdecydowanie bardziej żel niż krem). Zawiera 74%  flitratu za śluzu ślimaka, adenozynę oraz kwas hialuronowy. Ma za zadanie zwalczać istniejące niedoskonałości i niwelować blizny, zmarszczki i przebarwienia . Obietnice te pozwala mu spełniać głównie te 74% ślimaczego wkładu:) zawiera on naturalne aminokwasy, kolagen, ealstynę, alantoinę, naturalne substancje antybakteryjne oraz kwas glikolowy który ‚rozpuszcza’ patologiczne bliznowaciejące tkanki. Dodatek adenozyny witalizuje skórę i usprawnia jej procesy metaboliczne i poprawia koloryt, kas hialuronowy nawilża i wygładza.

od lewej: La Mer, The Radiant Infusion; Mizon, Snail Recovery Gel Cream; Bioderma, Matriculum; Auriga, Serum Flavo-C; DECLARE, SkiNatura SOS Serum

od lewej: La Mer, The Radiant Infusion; Mizon, Snail Recovery Gel Cream; Bioderma, Matriculum; Auriga, Serum Flavo-C; DECLARE, SkiNatura SOS Serum

Kolejny krok w pielęgnacji na dzień jest natomiast już stricte ochroną przeciwrodnikową i zapobieganiem uszkodzeniom, starzeniu i przebarwieniom powodowanym przez UVA i UVB. Na początek Auriga, serum Flavo-C 8%- wklepuję delikatnie a potem przykładam dłonie do twarzy by ich ciepłem poprawić penetrację kosmetyku w głąb skóry- to sposób, którego skutecznością byłam mega zaskoczona, a podpatrzyłam go u znajomych Japonek- one naprawdę robią to cały czas- kiedy pierwszy raz zobaczyłam koleżankę w takiej ‚pozie’, głupio spytałm co jej jest- byłam pewna, że płacze;)  Potem już tylko krem z wysokim filtrem- o ile z całej reszty można zrezygnować w mega-pośpiechu, to wysoki filtr to absolutna podstawa. Zapobiegnie powstawaniu nieestetycznych plam po gojących się wypryskach (które w innym przypadku mogą się utrzymywać miesiącami), skóra będzie mogła się skutecznie regenerować, bo całej energii nie będzie musiała poświęcać na ochronę a dodatkowo zapobiegamy powstawaniu zmarszczek i foto-starzeniu- mnie to przekonuje:) Ja w tym momencie raczę się nową wersją (z dostępnych 2 nowych wcieleń wybrałam lekką) Ducray, Melascreen Sun Cream SPF 50+ kończę pierwsze opakowanie i z całą odpowiedzialnością, jako weterenka filtrów, będę twierdzić, że póki co to mój ideał- nie podrzażnia, wchłania się do ładnej satyny (co na mojej cerze jest nie lada wyczynem), nie maże się, nie robi smug, nie bieli, nie zapych, świetny jako baza pod makijaż (do niedawna same minerały, teraz z potrzeby silniejszego maskowania BB krem + minerały na to). Już jego poprzednik był moim ulubieńcem i z duszą na ramieniu podchodizłam do nowej wersji- niepotrzebnie, następca okazał się godny:)!

Ducray, Melascreen Sun Cream SPF 50+

wymęczona ta tubka więc mało fotogeniczna:) ale to mój zdecydowany faworyt wśród SPF’ów: Ducray, Melascreen Photoprotection crème légère SPF 50+

A jak Wy zapobiegacie bliznom i dbacie o skórę? A może walczycie z istniejącymi bliznami, zmarszczkami, trądzikiem? Podzielcie się swoimi doświadczeniami! – ja będę wdzięczna, za Wasze doświadczenia i refleksje, bo nie wyobrażam sobie biegania na lasery i inne kosztowne, bolesne o-niewiadomej-skuteczności zabiegi z bliźniakami pod pachą;)

Jak wiać powyżej, ja w pielęgnacji skupiam się mocno na łagodzeniu skóry, zapobieganiu podrażnieniom oraz ochronie przeciwsłonecznej i przeciw rodnikowej. Sporo badań naukowych z dziedziny dermatologii pokazuje, że za starzenie odpowiadają w dużej mierze (w wielkim uproszczeniu) wrażliwość skóry i przewlekłe stany zapalne (liczne mediatory stanu zapalnego niszczą kolagen i elastynę, powstaje ogromna ilość wolnych rodników)  oraz promieniowanie UVA… No więc działam i pozostaję na stanowisku, że lepiej zapobiegać niż ‚leczyć’.

Advertisements

One response to “skóra w ciąży- prewencja blizn trądzikowych

a Ty, jak myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s